Znajdują się Państwo na archiwalnej stronie Polskiego Związku Motorowego (archiwum.pzm.pl).
Wszystkie aktualne informacje od 2026 roku dostępne są na nowej stronie: https://pzm.pl
Kilka tygodni temu zapowiadaliśmy, że Aston Martin International z 1930 roku kierowany przez Mariana Stocha powróci na tor Donington Park w Wielkiej Brytanii na imprezę The Vintage Sports-Car Club „90 Years of the VSCC Celebration”. No i powrócił, jechał i poszło mu całkiem nieźle.
W Polsce ruch weterański to lata 60. Wówczas pod patronatem automobilklubów i PZM zaczęły się pierwsze zloty i rajdy. Do Anglii nie mamy z czym startować. Wspomniany na wstępie The Vintage Sports-Car Club został założony w październiku 1934 roku przez pięciu członków założycieli: Colina Nicholsona, Bruce'a Nicholsona, Neda Lewisa, Harry'ego Bowlera i Vivian Brookes. I nie był to pierwszy klub zabytkowych pojazdów w Zjednoczonym Królestwie. Początkowo VSCC znane było jako Veteran Sports-Car Club, ale już w ciągu miesiąca, w listopadzie 1934 roku, zmienił nazwę na The Vintage Sports-Car Club, aby uniknąć pomyłki z Veteran Car Club of Great Britain. Cel powstania takiej instytucji był bardzo prosty - promowanie hobby, jakim jest motoryzacja. Ustalone wytyczne zakładały, że klub będzie się składał głównie z samochodów wyprodukowanych przed 1931 rokiem. Zasady te zasadniczo pozostają w mocy, chociaż w tej chwili dopuszcza się do rywalizacji także samochody wyprodukowane przed II wojną światową.
W tym roku przypada 90-lecie klubu, toteż imprez z okazji tego jubileuszu nie brakuje. W ostatni weekend, dokładnie 7 czerwca, na torze Donington Park mieliśmy okazję oglądać rywalizację podczas kilku wyścigów, w tym w najważniejszym, najdłuższym 1-godzinnym, w którym brał udział, znany z tras Mistrzostw Polski Pojazdów Zabytkowych, Marian Stoch i jego zielony Aston Martin.
Na torze można było zobaczyć maszyny mające ponad 100 lat, a także przedwojenne auta wyścigowe, które wystartowały w swoistym Grand Prix. Były także klasyczne pojazdy z lat 50. i 60.
Ważnym wydarzeniem na tej imprezie stał się także wyścig Eldridge Mephistopheles Trophy Race dla samochodów wyścigowych sprzed 1925 roku. Wyścig ten upamiętnia 100. rocznicę ustanowienia przez Ernesta Eldridge'a w 1924 roku światowego rekordu prędkości lądowej. Warto przy okazji zaznaczyć, że Eldridge był ostatnim kierowcą, który pobił rekord na otwartej drodze.
Marian Stoch, jedyny obcokrajowiec w stawce, wystartował w czwartym wyścigu zwanym Redgate Mug, który przeznaczony był dla przedwojennych pojazdów w stylu Le Mans, a co za tym idzie cały wyścig był troszkę w stylu Le Mans. Wprawdzie nie było startu „bieganego”, gdyż zawodnicy zajęli pozycje startowe zgodne ze swoimi czasami z kwalifikacji. Za to sama rywalizacja była już bardzo w stylu Le Mans – aż 50 minut, samemu w przedwojennej wyścigówce.
- Startowałem w najdłuższym wyścigu tego dnia. Sam jeden w samochodzie, na torze. Muszę przyznać, że poszło mi bardzo dobrze i dorównywałem swoim czasem znacznie mocniejszym Alvisom, Aston Martinom, Frazer-Nash czy Alfa Romeo. Ja mam 80 KM, oni ok. 120 – 130 KM, ale na niektórych okrążeniach miałem 4 lub 5 czas – powiedział o swoim występie Marina Stoch.
Niestety na przedostatnim okrążeniu lewe tylne koło złapało pobocze, samochód obróciło i w efekcie Polak wylądował na trawie. W ten sposób Marian Stoch stracił 1 minutę i 35 sekund, których nie dało się w żaden sposób odrobić. W efekcie na 18 zawodników Stoch zajął 11 pozycję. Gdyby ne fatalny obrót i wypadnięcie z trasy byłaby pierwsza dziesiątka i zapewne 7 miejsce. Przy tej stawce to wynik więcej niż satysfakcjonujący.
Tego dnia rozegrano 8 wyścigów. Drugi co do długości był Longstone Long Car Race trwający 40 minut, ale były to auta znacznie młodsze od kategorii Redgate Mug.
- Archiwum